4min czytania

Nowe życie

Kubek kawy rozpuszczalnej, mało zdrowej albo zupełnie niezdrowej, nie podniesie tak ciśnienia jak osobliwe przypadki dnia codziennego (...)

Data publikacji: 06/05/2016

Rozmowa ze zwierzęciem (mam na myśli jednostronną rozmowę) daje niebywałą radość i napęd. Dosłownie i w przenośni. Dzień w pracy weterynarza to nieustanna rozmowa. Ta ze zwierzęciem wydaje się o tyle łatwiejsza, że przemawiam sama. W myślach jednak pojawia się odpowiedź, którą sugerują oczy badanego przeze mnie pacjenta. A odczytać z nich można najwięcej. Jest jeszcze właściciel. Taka rozmowa okazuje się często trudniejsza.

Kubek kawy rozpuszczalnej, mało zdrowej albo zupełnie niezdrowej, nie podniesie tak ciśnienia jak osobliwe przypadki dnia codziennego. Osobliwości weterynaryjne to cały szereg sytuacji, które powodują, że dzień jest zajęty i wypełniony po brzegi. Że wpada się w nastroje, dzięki którym góry można przenieść albo zupełnie odwrotnie. Myśl, że lata nauki mają się nijak do warunków, w jakich żyją zwierzęta, że ludzie mówiący ojczystym językiem nie rozumieją prostych zaleceń lekarskich, że wszystko rozbija się o pieniądze albo ich brak i że jednak nie zawsze zdrowie, i życie pacjenta jest dla innego człowieka najważniejsze.

Chcąc zachować obiektywne proporcje w zmaganiach dnia, opowiem Wam o przypadku, od którego pomysł tego pisanego przedsięwzięcia rozpoczął swoje życie. I właśnie o nowe życie tutaj się rozchodzi. Posłuchajcie.

Zdarzyło się to dokładnie w poniedziałkowy poranek. Do gabinetu zawitała starsza pani ze swoim 4-letnim Yorkiem Tosią. Suczka była w ciąży. Okazało się, że pierwsze szczenię wyszło na świat w nocnych godzinach, niestety martwe. Właścicielka Tosi przyniosła je zawinięte w ręcznik. Ze łzami w oczach przysiadła na krześle.

Rozpoczęłam badanie palpacyjne suczki, które miało na celu sprawdzenie drożności kanału rodnego. Podana została oxytocyna na skurcze macicy. Wraz z pojawieniem się bólów partych i braku pojawienia się płodu – nastąpiło badanie usg. Po przyłożeniu sondy do brzucha Tosi stwierdziłam, że dwa maluchy były martwe, a u jednego serce jeszcze biło… Zgoda na przeprowadzeniu cesarskiego cięcia zapadła ze strony właścicielki błyskawicznie.

Nastąpiło przygotowanie Tosi do operacji. Podano kroplówkę, aby ją nawodnić i poprawić jej kondycję fizyczną. Dalej premedykacja (tzw. ‘głupi jaś’), na łapce wenflon do żyły. Dokładne golenie i mycie brzucha. Ustabilizowanie psa na stole operacyjnym. Odkażenie pola operacyjnego. Przygotowanie jałowych narzędzi. Ciągłe monitorowanie stanu pacjenta przez pulsoksymetr. Zabieg – nacinam powłoki brzuszne, aby wyciągnąć płody. Dwa z nich - zmumifikowane, tzn. wykształcone jedynie główki. Reszta ciała stanowiła galaretowatą masę. Mając nadzieję, że ostatni, największy płód żyje, wyciągnęłam go z łożyska, przecięłam pępowinę i zajęłam się matką. Maluszek tymczasem trafił do rąk asystentki, która rozpoczęła jego reanimację. Szybkie ruchy pocierania szczenięcia oraz gwałtowne ruchy strząsania malca, aby udrożnić jego górne drogi oddechowe, w których naturalnie zalegał śluz. Po kilkunastu sekundach, które zdawały się być godziną, malec zaczerpnął swój pierwszy w życiu oddech… Otworzył szeroko pyszczek, jednak nie wydawał żadnego kwilenia. Akcja ratunkowa wciąż trwała. Pocieranie drobnego ciałka miało na celu podwyższenie jego temperatury. Po upływie kolejnych chwil szczenię wydało pierwsze piskliwe dźwięki. Pępowina została podwiązana, a malca położono do inkubatora, gdzie było ciepło, sucho i bezpiecznie.

Wróćmy do matki. Przy jej masie ciała 2,5 kg, sama macica z płodem była na tyle duża, iż mogła ważyć 300-400 g. Ponieważ właścicielka zdecydowała o jednoczesnym przeprowadzeniu zabiegu cesarskiego cięcia wraz ze sterylizacją (ovariohisterectomia), macica nie została zszyta, lecz całkowicie usunięta razem z jajnikami. Powłoki brzuszne zszyte. Ocalone dwa życia…  

Po zakończonej operacji, suczka została podłączona pod kolejną kroplówkę. Jej sutki zostały umyte, aby zmyć zapach środków odkażających oraz krwi, która pojawiła się w trakcie zabiegu. Delikatnie naciśnięte, by wypłynęło mleko, które miało zachęcić przytkniętego do nich maluszka. Wysmarowany mlekiem matki nosek małego szczenięcia i jego nieporadne ruchy ssące wywołały uśmiech w oczach. Młody York z początku nie wiedział, co robić, ale po upływie chwili zaczął ciągnąć mleko. Z każdą kroplą matczynego pokarmu malec nabierał odpowiedniej temperatury, a Tosia po wybudzeniu w naturalny sposób zaczęła go wylizywać i zagarniać pod swój brzuch.

Nieopisane emocje towarzyszące całej sytuacji doprowadziły do łez wzruszenia i ponownego odkrycia tej prawdy, że woli życia nic nie pokona. Czy dalsze pisanie jest konieczne? Wybaczcie, ale nie tym razem…

Powiązane Produkty

Dolmilk Puppy
44,50 zł

Dolmilk Puppy

Dolmilk Puppy zawiera składniki w optymalnej ilości i proporcji. Zawarte w nim białko jest wyłącznie pochodzenia mleczne...

PediatriVet
45,60 zł

PediatriVet

Preparat wspomagający przeznaczony dla psów rosnących od odsadzenia (od 5 tygodnia życia) do ukończenia pierwszego roku...

CaVet
23,00 zł

CaVet

Preparat w płynie przeznaczony dla psów i kotów, zwierząt dorosłych, a także szczeniąt i kociąt do bilansowania zawartoś...